Blogerzy wszystkich tematów…

…łączcie się – w sensownej pracy dla dobra ludzkości!

Blogerzy-łączcie-się

To jest moja nowa strona internetowa oraz całkiem nowy blog, który – podobnie jak cała ta witrynka – pachnie jeszcze świeżą wirtualną eko-farbą nie całkiem drukarską. Zanim zdecydowałam się na stworzenie tego miejsca w przestrzeni internetowej na kotwiczenie w nim moich myśli i słów (a raczej: myśli wyrażonych słowami), którymi miałabym dzielić się z anonimowym P.T. Odbiorcą, mocno się zastanowiłam, jakim konkretnie wkładem dla ludzkości i jej dziejów miałoby stać się to, co tutaj napiszę.

Odpowiedź wcale nie okazała się taka oczywista, jak początkowo miałam nadzieję. Znalezienie sensownej argumentacji (dla samej siebie) przemawiającej za zaistnieniem bloga okazało się tym bardziej trudne, że  mój niesamowity talent do komplikowania rzeczy prostych kazał mi szukać dziury w całym z chirurgiczną precyzją i natychmiast kontrować każdą obiecującą przesłankę, której mgliste kształty pojawiały się gdzieś na odległym horyzoncie.

Na przeszkodzie stało całe mnóstwo argumentów krzyczących wielkim głosem: „To bez sensu! Wszystko już było! I wszystko, czegokolwiek ktoś sobie zażyczy – gdzieś w sieci już jest! Wszystko można znaleźć!”. Protesty nie ustawały przez bardzo długi czas, zupełnie jakby moje myśli, wzorując się na ludzkich działaniach, w ramach buntu wyszły na ulicę z odręcznie namalowanymi banerami.

Coś w tym desperackim jazgocie jednak było, podobnie zresztą jak w przypadku krzyku człowieka – rzadko kiedy ktoś wrzeszczy dla samej idei wrzasku (przy czym zaznaczam, że „wrzask” nie ma w tym zdaniu wymowy pejoratywnej!). Trudno wszakże zaprzeczyć, że „wszystko” – lub „prawie wszystko” – już było, a do tego ciągle tworzy się nowe „wszystko”.

I właśnie ten ostatni argument okazał się kroplą, która sprawiła, że menisk wypukły wewnętrznych potyczek moich poplątanych myśli przelał się na stronę „Tak” dla bloga. I nie chodzi tutaj o fakt, że teraz każdy coś pisze, tworzy (a raczej „kreuje”, zwłaszcza swój wizerunek), „performuje” lub „instaluje” (od nowomodnego słowa „instalacja” – artystyczna, oczywiście!). Rzecz w tym raczej, że w ogólnym zamieszaniu i zamęcie informacyjnym – wynikającym chyba głównie z dzisiejszego wszechdostępu do praktycznie wszystkiego, czego sobie człowiek zażyczy – nie wiadomo  co, kiedy, komu i do czego może się przydać. Nie wiadomo też kto, gdzie i kiedy trafi na to, co jest mu właśnie w danej chwili potrzebne lub choćby pożyteczne. Nie pokuszę się już o pompatyczne stwierdzenie, że „może nawet gdzieś w sieci ktoś znajdzie coś, co uratuje mu życie”, bo brzmi to tak banalnie, że aż sam banał czerwieni się na widok tych słów.

Możliwe więc, że takich miejsc w przestrzeni (choćby tylko wirtualnej), gdzie dzieje się coś pozytywnego, nigdy dość. Możliwe nawet, że to, co nazywamy „dzieleniem się” swoim własnym światem z… resztą wszechświata, jest swoistym obowiązkiem tych, którzy mają coś ciekawego i budującego do przekazania tzw. ludzkości (a mówiąc bez zadęcia: zwykłemu człowiekowi).

Nie, nie, spokojnie – wcale nie sugeruję tutaj, że ja też jestem jednym z tych proroków od wieszczenia dobrych czy złych nowin dziejowych licznym narodom (lub choćby tylko jednemu). Nic z tych rzeczy! Wystarczająco dużo spraw toczy się wokół, aby można było z nich śmiało czerpać garściami i – wybierając te we własnej ocenie najbardziej wartościowe – podawać je dalej… w nadziei, że ktoś z tego skorzysta w jak najlepszy sposób zarówno dla siebie, jak i dla reszty rodzaju ludzkiego, z pożytkiem doczesnym i wiecznym. Amen.

Comments are closed.